Podwyżki stóp to wzrost oprocentowania. Z jednej strony lokat, ale tu cudów się spodziewać nie należy. Banki wciąż „kąpią się” w gotówce, mamy nadpłynność, stąd są one mniej skłonne do płacenia za środki. Oprocentowanie lokat wzrośnie, ale będziemy widzieli ociąganie się z decyzjami w tej kwestii. W dodatku wcale nie musi wzrosnąć o tyle, o ile pójdą w górę stopy, w przeciwieństwie do kredytów i pożyczek. Tu zmiany będą szybkie. W przypadku krótkich okresów – dotyczy to na przykład kredytów konsumpcyjnych – zmiany nie są i nie będą duże. Ale w przypadku kredytów hipotecznych mamy inną sytuację. Przy średniej wielkości kredycie na dom czy mieszkanie, a zatem o wartości około 350 tysięcy złotych, na 25 lat, w styczniu zapłacimy więcej o około 350 złotych w stosunku do okresu sprzed rozpoczęcia cyklu podwyżek. Jeśli stopy pójdą w górę o tyle, o ile przed chwilą napisałem, to w sumie od października 2021 wzrost przekroczy 500 złotych. A to już jest widoczne.
No i jeszcze jedna kwestia. W drugiej połowie roku spodziewam się hamowania polskiej gospodarki. Nie zapaści, nie katastrofy, ale jednak nieco wolniejszego wzrostu. Im większe będziemy mieli kłopoty z pozyskaniem środków unijnych, tym to hamowanie może być bardziej odczuwalne.
A zatem rok pandemii, drożyzny i spowolnienia? Moim zdaniem tak. Miejmy tylko nadzieję, że w przypadku pandemii i inflacji w drugim półroczu będziemy mogli powiedzieć, że najgorsze mamy za sobą. A w przypadku spowolnienia, że dotyczyło ono tylko roku 2022. Oby.



















